Pożar, awaria, nagła ewakuacja – w takich momentach kilka sekund potrafi decydować o wszystkim. Tarnogórzanie pracujący w zakładach produkcyjnych, biurach czy sklepach często nie zdają sobie sprawy, że właściwe oznakowanie dróg ucieczki to nie kwestia dobrego gustu, lecz twardy obowiązek prawny.
Kiedy przepisy mówią wprost: musisz to mieć
Podstawa prawna jest prosta. Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 7 czerwca 2010 r. w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków (Dz.U. 2010 nr 109 poz. 719, z późniejszymi zmianami) nakłada na właścicieli i zarządców budynków obowiązek oznakowania dróg ewakuacyjnych. Dotyczy to praktycznie każdego obiektu – od małego biura po halę produkcyjną.
Ale to nie jedyny akt prawny. Ustawa z 24 sierpnia 1991 r. o ochronie przeciwpożarowej (tekst jedn. Dz.U. 2022 poz. 2057) wskazuje wprost, że za brak lub nieprawidłowe oznakowanie grozi mandat, a w poważniejszych przypadkach – odpowiedzialność karna. Kontrole Państwowej Straży Pożarnej w tarnogórskich przedsiębiorstwach zdarzają się regularnie. Brak tabliczki nad drzwiami ewakuacyjnymi to błąd, który kosztuje nie tylko finansowo.
Dwa standardy – PN-92 i ISO 7010. Czym się różnią?
Znaki ewakuacyjne w Polsce funkcjonują według dwóch norm i tu zaczynają się schody dla niejednego właściciela firmy. Brzmi skomplikowanie? W praktyce jest prościej, niż się wydaje.
PN-92/N-01256-02 to starsza polska norma. Przez lata była jedynym obowiązującym standardem i nadal można ją stosować w budynkach, które były oznakowane przed 2013 rokiem. Charakteryzuje się białymi sylwetkami na zielonym tle.
Od 2013 r. obowiązuje też w Polsce norma ISO 7010 – europejski standard ujednolicający piktogramy na poziomie całej Unii Europejskiej. Różnice między normami są widoczne gołym okiem: postać na znakach ISO 7010 biegnie inaczej, strzałki mają inne proporcje. W nowo budowanych obiektach i tych poddawanych remontowi zaleca się właśnie ISO 7010.
Ważna zasada: nie wolno mieszać obu norm w jednym obiekcie. Jeśli wchodzi do firmy w Tarnowskich Górach inspektor PSP i zobaczy zielone tabliczki w dwóch różnych stylach – może to zakwestionować jako niezgodność z przepisami.
Jakie znaki ewakuacyjne są obowiązkowe?
Do podstawowego wyposażenia każdego obiektu należą:
- znaki kierunku do wyjścia ewakuacyjnego (ze strzałką w górę, lewo, prawo lub w dół)
- znaki wyjścia ewakuacyjnego – umieszczane bezpośrednio nad drzwiami
- znaki do awaryjnych schodów ewakuacyjnych
- oznaczenie wyjścia zapasowego
- znaki systemu niskiego oświetlenia (fotoluminescencyjne lub elektryczne) w obiektach o podwyższonym ryzyku
W obiektach przemysłowych – a takich w okolicach Tarnowskich Gór nie brakuje – dochodzą jeszcze znaki technicznych środków przeciwpożarowych: lokalizacja gaśnicy, hydrantu, przycisku alarmowego. Bez nich oznakowanie ewakuacyjne jest niepełne.
Sklep alleBHP oferuje wszystkie kategorie znaków ewakuacyjnych wymaganych przez przepisy – od klasycznych tabliczek po fotoluminescencyjne systemy niskiego oświetlenia i naklejki na lampy awaryjne.
Materiał ma znaczenie – co wybrać?
Sam piktogram to jedno. Materiał wykonania to drugie. Na rynku dostępne są trzy główne rodzaje:
- Folie samoprzylepne – najtańsze rozwiązanie, sprawdzają się w suchych pomieszczeniach biurowych. Ale w hali produkcyjnej z dużą wilgotnością lub przy wysokich temperaturach odklejają się po roku, dwóch.
- Płyty z tworzyw sztucznych (PVC, ABS) – znacznie trwalsze, odporne na warunki przemysłowe. Standardowe rozwiązanie w większości firm.
- Znaki fotoluminescencyjne – pochłaniają światło i świecą w ciemności nawet przez kilka godzin. W razie zaniku zasilania to one wskazują drogę wyjścia. W obiektach o podwyższonym ryzyku pożarowym mogą być wymagane normą.
Wybór materiału powinien wynikać z charakterystyki obiektu, a nie z ceny. Właściciel zakładu w Tarnowskich Górach, który kupuje najtańsze folie do magazynu, oszczędza kilkadziesiąt złotych dziś – a ryzykuje kilkaset przy kolejnej kontroli.

Gdzie i jak montować – kilka zasad, które łatwo pominąć
Nawet poprawny znak w złym miejscu nie spełnia swojej funkcji. Polska Norma i przepisy pożarowe określają konkretne wymagania montażowe:
- wysokość umieszczenia znaku nad drzwiami lub korytarzem: od 2 do 2,5 m od podłogi (chyba że konstrukcja budynku wymusza inne rozwiązanie)
- odległość między znakami kierunkowymi w długich korytarzach: nie większa niż 20 m
- oznakowanie musi być widoczne nawet przy zadymieniu – stąd znaczenie znaków niskolokalizacyjnych przy podłodze w niektórych obiektach
- każde wyjście ewakuacyjne musi być opisane, nie tylko główne
Przy okazji remontu lub zmiany układu pomieszczeń – a to częsty przypadek w tarnogórskich biurowcach i halach po dawnych zakładach przemysłowych – całe oznakowanie trzeba zaktualizować. Stara tabliczka wskazująca w stronę zamurowanych drzwi to nie tylko problem formalny, ale realne zagrożenie.
Przegląd i wymiana – obowiązki, o których się zapomina
Znaki ewakuacyjne nie są wieczne. Folie płowieją, tworzywa żółkną, fotoluminescencja słabnie. Przepisy nie określają co prawda sztywnego terminu wymiany, ale nakładają na zarządców obiektów obowiązek utrzymania oznakowania w stanie pełnej czytelności i zgodności z normą.
W praktyce oznacza to, że podczas corocznego przeglądu ochrony przeciwpożarowej technik powinien ocenić stan znaków. Blakły napis nad drzwiami ewakuacyjnymi to wystarczający powód do nakazu wymiany w protokole. AlleBHP posiada w swojej ofercie pełen asortyment tablic i piktogramów dla różnych typów obiektów – zarówno w standardzie PN-92, jak i ISO 7010.
Kto odpowiada za prawidłowe oznakowanie obiektu?
Za stan oznakowania ewakuacyjnego odpowiada właściciel lub zarządca budynku – nie najemca, nie pracownik ochrony. Jeśli firma wynajmuje powierzchnię biurową w centrum Tarnowskich Gór, a budynek nie ma prawidłowego oznakowania, odpowiedzialność spada na właściciela nieruchomości. Najemca może być pociągnięty do odpowiedzialności tylko wtedy, gdy umowa najmu wyraźnie przenosi na niego obowiązki z zakresu p.poż.
Za naruszenia przepisów przeciwpożarowych grożą kary administracyjne w trybie art. 82 Kodeksu wykroczeń – do 5000 zł – a w przypadku rażącego zaniedbania, które doprowadziło do wypadku, sprawa może trafić na wokandę sądu karnego. Warto mieć to z tyłu głowy przed zakupem „czegokolwiek byleby zielone”.














